"Ma to byc...o wszystkich mezczyznach pewnej kobiety, od pierwszego do ostatniego-ojciec, dziadek, syn, brat, przyjaciel, kochanek, maz, szef, kolega...- w porzadku lub nieporzadku, w jakim sie pojawiali w jej zyciu, w tym tajemniczym ruchu obecnosci i zapomnienia, ktore sprawia, ze zmieniaja sie w jej oczach, ze odchodza, wracaja, trwaja, staja sie".(Camille Laurens. W tych ramionach)
....POMOZ... >klik<
music- every day:>click<
clasic- glosno!!!
Czyż nie złudzenie
rozmnoży uśmiech
w twojej krwi --
przywoła smak
pierwszych oczarowań
osaczonych
błyskiem spojrzenia
(USMIECH, Pavana)
Dziękuję
Za słodycz zasypiania
Dziękuje za zmęczenie
Dziękuje
Za rzeki wodospady
Za jasny blask płomieni
Dziękuje dziękuje dziękuje
Dziękuje
Dziękuje za pragnienie
Co tak słabości blisko
Dziękuje
Dziękuje za cierpienie
Co uszlachetnia wszystko
Za to że kochać chcę
Choć lęk to budzi we mnie
Baranku
Dziękuje
Nie umierałeś nadaremnie
2009-01-03
"moze tak wlasnie wygladaja zwiazki mezczyzn i kobiet. Zaledwie sie muskamy, dotykamy na dystans, przez czas, ktory nas dzieli" Marilyn Monroe
znikam stad na jakis czas... znikam z wiatrem
>klik<
Dzis ma byc wesolo- wiec- dla wszystkich smutnych, zatroskanych- kawaly damsko-meskie. Ja padlam ze smiechu.
Kobieta o długim stażu małżeńskim ogląda się przed lustrem i widzi:
Pooraną zmarszczkami twarz, przerzedzone włosy, braki w uzębieniu, biust obwisający do kolan, sadło tu i ówdzie... W końcu stwierdza: Dobrze mu tak, chu..wi
Stoi facet przed lustrem nago i sie oglada i widzi:
- morda zarosnieta
- wory pod oczami
- brak jedynki, druga zlota
- brzuch do kolan
- krotki czlonek
patrzy w prawo na lezaca na lozko nastoletnia pieknosc, ktora sie do niego usmiecha szeroko, patrzac rozanielonym wzrokiem w jego kaprawe oczka i mysli "k...wa jak bardzo trzeba kochac pieniadze".
Robert Korzeniowski zauważył w sklepie nową markę prezerwatyw "Kondomy
olimpijskie". Zaintrygowany, postanowił je kupić. Po powrocie do domu powiadamia żonę o zakupie.
- "Kondomy olimpijskie"? I czym różnią się od zwykłych? - pyta połowica.
- Są w trzech kolorach: złotym, srebrnym i brązowym. Jak medale olimpijskie.
- I jaki kolor założysz dziś w nocy?
- Złoty, naturalnie - oświadcza dumnie Korzeniowski.
- Naprawdę? A nie mógłbyś założyć srebrnego? Przynajmniej raz doszedłbyś
jako drugi...
music i obrazek (mam nadzieje, ze kobietka tez wam sie spodoba)
Czasem mam wrazenie, ze on mowi i mysli, ze juz zalatwione... do odwolania... ona slucha i wierzy... do pierwszej watpliwosci...
jakby bez powtorzen jego slowo tracilo na wadze...
music To dobry znajomy. Gdy sie z nim spotykam, wiem, ze czym sie zamartwiac, samotny i porzucony, nieudane malzenstwo i kolejny wieloletni zwiazek.
Nawet sie nie dziwie, ze teraz chce uzywac zycia. Zasady sa proste i jawne, z kazda z kobiet nie dluzej niz jeden weekend. One podobno tez znaja te zasady.
Jego obserwacje, sa dla mnie conajmniej zaskakujace.
Mowi, ze my, polki- jestesmy po prostu slabe… ze mamy nadmierne oczekiwania, (wino, kwiaty, sms-y), ze w zamian nie dajemy nic, ze jestesmy wstydliwe, malo pomyslowe, marne w lozku…
Nawet nie moge byc oburzona, bo nie wiem, jak to jest…
Zaskoczona i bez argumentow. Cholera, jestem oburzona.
Miesiac przed ich slubem ona pyta, czy powinna oczekiwac sniadania podanego do lozka pierwszego poranka.
Pierwszy raz on ja uderzy nad lozeczkiem ich malego dziecka. Ona nie krzyczy, by go nie obudzic. Zabiera spiace i wychodzi przed dom... wraca, bo nie ma dokad pojsc. Przeciez nie chce zmartwic rodzicow, siostry. Niedowierza w to co zaszlo. On przeprasza, ze juz nigdy...
Potem wszystko sie powtarza coraz czesciej. Jej siniaki zakrywane dlugim rekawem i warstwa makijazu. Ich wrogosc narastajaca. Podobno ona go prowokuje i drazni. Rosnaca corka coraz czesciej jest swiadkiem rodzinnych potyczek. Znieczulaja sie alkoholem, by nie czuc... ale, po nim puszczaja takze hamulce...
Dom jest pelen ludzi, wieczne rodzinne spotkania... tak jakby tylko w towarzystwie czuli sie bezpieczni. Omijaja siebie walczac na slowa, westchnienia i lekcewazace spojrzenia. Nikt sie nie domysla, ze to wszystko ma dalszy ciag, gdy wszyscy juz wyjda...
Ona wytrzymuje to kilka lat... nie wiem czy nadal z niedowierzana?, czy wstydu?, bo co ludzie powiedza... i mama sie zmartwi... Szuka pomocy. Sama sie dziwie, ze zarzadzajaca setka mezczyz madra, silna kobieta w domu godzi sie na codzienne pieklo i niepewnosc. Ktoregos dnia pakuje rzeczy swoje i corki i wychodza. Nawet z pozwem bedzie czekac, bo nie moze na niego spojrzec.
On teraz ma druga zone i dziecko. Ciekawe czy rownie « denerwujaca » ?
music Zdeterminowani imieniem.
Czasem tak jest, ze imie mezczyzny kojarzy nam sie z pewnym zbiorem jego cech, ze wszyscy M...- to uroczy choc nadpobudliwi, a wszyscy R...- to odpowiedzialni i przyjacielscy itd. Czasem kojarzymy to z kims z przeszlosci... Czasem nas jakies imie- przesladuje, powtarza nam sie...
Poznalam duza grupe ludzi, przedstawiali sie... Nie zapamietalam wszystkich imion od razu... Byl tam tez ktos, na ktorego zwrocilam uwage, a moze on na mnie... a moze pewien stopien wrazliwosci mielismy podobny... tak pieknie opowiadal o malarstwie... Mowilam do niego P... Nadalam mu imie. P.
Po pewnym czasie powtarzania jego nowego imienia, i po wstepnym obsmianiu mojej uporczywej pomylki- wszyscy nowi znajomi mowia do niego i o nim- nowym imieniem... moze mu bylo pisane? Nawet dzis pytajac: a co slychac u tego i owego- uzywamy tego nadanego imienia...
music
przewrotnie: "kobieta przeciw kobiecie", bedacy hymnem lesbijek
pewnego dnia slysze: “dusze sie w tym zwiazku, potrzebuje oddechu, chce odejsc”...
jestem w szoku
szok w szybkim tempie zamienia sie w zlosc, a zlosc... w akceptacje tego nowego stanu i przekonanie- zobaczymy jeszcze... sam zobaczysz, kto bardziej sie dusil... koniec placzu, show must go on...
ubieram sie staranniej, maluje...
zaczynam dobrze sie bawic, dyskoteki, imprezy, nie wychodze sama, chociaz imion moich towarzyszy nie pamietam wcale... sluza tylko do tanca przeciez i do odprowadzenia mnie do domu...
potrafie przegadac cala noc z kims, kto mi sie kiedys podobal... On- nie wytrzymuje tego... mija miesiac, jak chce wrocic... nie zachlysnal sie swoja wolnoscia, nie zaszalal... obserwowal i byl zazdrosny...
dobrze mi z tym...
music Jest madrym czlowiekim, cenie go za wiedze, za pewien poziom rozmowy, kazdej... nawet zagryzajac paluszki potrafi mowic o rzeczach, o ktorych ja nie mam pojecia... fizyka atomowa, astronomia czy historia starozytnego Egiptu sa dla niego podstawa do konwersacji... Nie tylko on, takze syn wpasuje sie w to towarzystwo.
Od lat pracuje za granica, w znanym laboratorium w USA.
Zona opiekuje sie synem, sama zrezygnowala z kariery.
Syn- prawdziwy geniusz... olimpiady, nagrody... rozpoczete studia w wieku 15 lat.
Najpierw zalamuje sie syn, przestaje spac, depresja, leki... schizofrenia... marzenia i plany odchodza w dal... przez internet kupuje leki nasenne, uzaleznia sie, lekarzom nie wierzy, bo wie lepiej... nie konczy studiow, nie zrobi doktoratu, nie pracuje... On znosi to ze spokojem i akceptacja...
Zona zignoruje pierwsze objawy... gdy w koncu sie przebada nowotwor bedzie tak duzy, ze nie wystarczy operacja... od 4 lat cyklicznie bierze chemioterapie.
Koncza sie im pieniadze... bank juz nie chce dawac kredytow, a w tym kraju za leczenie placi sie slono. On znosi to z godnoscia, pracuje... przeciez dadza rade...
Dzis dowiedzialam sie, ze zabrano go do szpitala, nieprzytomnego, z podejrzeniem udaru mozgu... okazalo sie , ze ma guz w srodpiersiu...
Nie wytrzymal... boje sie pomyslec co teraz...
Cokolwiek sie dzieje... dopoki jestesmy zdrowi... mamy wszystko... potencjalnie wszystko.
music dlaczego ja go nawet nie wspominam?
jestesmy mlodzi... zakochuje sie we mnie... dla mnie to jest tylko przyjazn.
przekonuje, ze... moze kiedys tez go pokocham... przez dwa kolejne lata probuje... probuje nudzac sie i usychajac.
on jest- lepszy niz mozna by to sobie wymarzyc... spelnia kazde moje marzenie wczesniej niz je wypowiem, jest na kazde zawolanie... pracuje dodatkowo, by cos mi kupowac, przychodzi, zabiega... im bardziej sie stara, im jest lepszy dla mnie, tym ja jestem gorsza, tym mniej go szanuje ... ale przeciez mezczyzni lubia zolzy...
jedyny ludzki odruch jaki mam po tym czasie jest taki, ze z powiedzeniem mu NIE poczekam, az dostanie sie na studia... na nieszczescie dla nas, dopiero z odwolania.
rozgrzeszam sie z tego Nie, gdy w krotkim czasie pociesza sie inna kobieta.
przekonuje sie... nie umiem sie zmusic, gdy nie czuje... a byc z kims z przyzwoitosci?...
music
Dostalam dzis list. Od niego.
Pisze, ze juz rok mija odkad zajal moje miejsce, i ze czuje ze sie tam odnalazl.
Widzi swoj rozwoj, to ile przeszedl, ile sie musial nauczyc, ale i to ze jest doceniony.
Zadowolony. Dziekuje.
A mnie kamien spadl z serca.
Tak go musialam namawiac na zmiane pracy, przekonywac, ze wlasnie tam. Wlasciwie to sie czulam odpowiedzialna, za to jego zadowolenie.
Ostatnie zdanie listu brzmi:
Wracaj. Czekamy tu wszyscy na ciebie. Stworzymy najlepszy zespol w Polsce.
Ech, dobrze tak...
tylko dwa razy w swoim zyciu zachwycilam sie oczami mezczyzny.
pierwsze oczy... byly ciemne, czarne jak noc bezgwiezdna...
niebezpieczne, zadziorne, zmruzone i pewne swego...
poddalam sie im, choc nie wierzylam...
w tych oczach nie bylo jeszcze madrosci zyciowej, ani doswiadczenia...
tylko moc mlodosci, radosc i... zepsucie
drugie oczy... byly niespodziewanie blekitne, swietliste...
pelne obietnic, i niespelnionego czekania...
byly wsluchane we mnie, rozumiejace i akceptujace...
czasem milczace... tajemnicze... pelne zamyslen naglych...
czasem w przeblysku widzialam w nich ich historie... lze...
stopilam sie pod ich spojrzeniem...
music stesknilam sie za moimi mezczyznami... (dlugo to rozstanie nie trwalo)...
poprzygladam sie im jeszcze troche...
jak sie mienia kolorami... jak sie zmieniaja...
ale nie chce juz tylko zachwytow...
stawiam na wlasna prawde... na ich odbicie we mnie
one... rozmawiaja ze mna, czestuja ciasteczkami, kawa…
opowiadaja o nich rozne wlasne historie...
czasem sie zala, czasem chca pomoc…
pozyczaja samochod... i na bilet... odwoza na dworzec...
to one kupuja dla mnie prezenty… pierwsze perfumy, zapomniane w Jego kieszeni i wreczone juz po zabawie urodzinowej? Ile ja mialam wtedy lat, 15-16?
Nawet pierscionek zareczynowy dostaje, taki jak juz kupila mama… przeciez czasy sa ciezkie, i taki pierscionek trzeba – zdobyc! coz, tak to sobie tlumacze. a zreszta po co sie dochodzic?...
i jeszcze ta nowa walizka, by "Jej nie przyniosl wstydu"…
Trzeci- jest… jest spelnieniem moich oczekiwan wzgledem mezczyzny… nie zeby byl doskonaly… ale jest taki jaki powinien byc, dla mnie…
Mam dla niego zarezerwowane miejce w sobie…
Skad wiec smutek?- to pytanie juz padlo przeciez… z niemoznosci, z jasno okreslonych regul- dokad mozna sie posunac… z rownowagi miedzy chce a nie powinnam...
Od pewnego juz czasu mysle o zamknieciu tego bloga. W zalozeniach to byly wspomnienia, podziekowania dla wielu mezczyzn napotkanych po drodze… zauwazenie ich… niezwyklosci… Tematy wiec, wyczerpaly mi sie nieco. Jasne moglabym jeszcze wpomniec i o mezczyznie , ktory nauczyl mnie swiadomie ogladac filmy, czy to Full Metal Jacket, czy 9 ½ tygodnia. Albo o psychologu z obozu, ktory zarazil checia poszukiwan… Moglabym wreszcie wspomniec o tych wszystkich mezczyznach, szefach, o tych co wyzej w hierarchii i ktorym sie wydaje, ze w zwiazku z powyzszym moga mna pomiatac. Ale- NIE- to mial byc blog o zachwytach, i byl! Albo nawet moglabym opisac mezczyzn spotykanych, interesujacych… ale juz nie chce. Wszyscy wazni- juz tu sa.
Moze jeszcze kiedys tu wroce?...
A poki co, jesli ktos jest zainteresowany tym co sie dzieje i co mnie dotyka, interesuje co dnia- to niech poleci ze mna… z wiatrem... ...tam teraz bede
Zauwazam , ze robi mnostwo zdjec, robi je jak profesjonalista... potem zdarza sie, ze siadamy przy wspolnym stole... tak, jest fotografem. z otwartymi ustami slucham jak opowiada o zimnie na Syberii, o alkoholizmie i agresji wsrod dzieci na polnocy, o wyprawach przez pustynie Gobi i przez tropiki Poludniowej Ameryki.
Opowiada o szansie jaka daje zycie, czasem jednorazowej, nie tylko by zrobic dobre zdjecie, ale takze by cos przezyc, pokonac siebie, swoje zniechecenie, zmeczenie, niedostatki i niewygody, by byc...tam. By otworzyc oczy w srodku tajgi, dzungli i powitac nowy dzien... wciagnac powietrze i poczuc, ze jeszcze sie zyje.
Czy jest cos jeszcze co dziwi/ zachwyca/ powala takiego czlowieka? Cos co trudno mu bylo zniesc/ zaakceptowac? Tak, opowiada o szpitalu dla chorych na AIDS w Zimbabwe, ze to ciezko mu bylo pogodzic sie z tym w sobie, ze istnieja takie miejsca. Smrod, brud, cierpienie, krzyki i rozpacz i brak jakiejkolwiek nadzieji. Nic. I nieme pytanie w ich oczach- dlaczego.
I tak sobie jeszcze pomyslalam o pasji, takze tej zawodowej. Pomyslalam, ze gdy sie ja ma, to i wyrzeczenia nie sa tak straszne i ... nie zamyka sie oczu, nie odwraca glowy gdy napotykamy cos co nie jest jakim bysmy chcieli to widziec.