"Ma to byc...o wszystkich mezczyznach pewnej kobiety, od pierwszego do ostatniego-ojciec, dziadek, syn, brat, przyjaciel, kochanek, maz, szef, kolega...- w porzadku lub nieporzadku, w jakim sie pojawiali w jej zyciu, w tym tajemniczym ruchu obecnosci i zapomnienia, ktore sprawia, ze zmieniaja sie w jej oczach, ze odchodza, wracaja, trwaja, staja sie".(Camille Laurens. W tych ramionach)
A ja, o dziwo, coraz częściej słyszę z męskich ust, że marzy im się ojcostwo. Może po prostu każdy musi do tego dojrzeć, nie tylko mężczyźni, ale też niektóre kobiety. Albo to los zadecyduje za nich. P. S. Na razie nie żegnam się z blogowiskim, będe tylko na nim rzadziej bywać, z przyczyn ode mnie niezależnych. Pozdrawiam :)
Rzeczywiscie jest coś cudownego w widoku męzczyzny naprawde zainteresowanego dzieckiem, też zawsze mnie wzrusza taki widok, moze ze względu na konterast siły i bezbronnosci....